Nasze preferencje kinowe: lubimy Avatara i Julie Roberts
17 lip
Z pomocą Stopklatki.pl natrafiłem na bardzo ciekawy raport Preferencji kinowych Polaków. Raport został zrealizowany dla firmy Orange (nie wiem dlaczego operator telefonii komórkowej zainteresował się tym tematem, ale zrobił na pewno rzecz pożyteczną).
Z raportu można wysnuć kilka mniejszych lub większych wniosków, które potwierdzają to, co było wiadomo od dawna: większość z nas idzie do kina w celu zaznania czystej rozrywki, zaś najbardziej denerwującym zjawiskiem podczas wizyty w kinie są dzwonki telefonów oraz durne komentarze. Podczas wyboru filmu kierujemy się przede wszystkim znanymi nazwiskami, efektami specjalnymi oraz nieskomplikowaną fabułą; kręci nas także aktualność tematyki filmu. (więcej…)


W polskim internetowym półświatku filmowym zawrzało za sprawą zwiastunów i spotów telewizyjnych do najnowszego filmu Christophera Nolana reklamującym się pod mocno tajemniczym tytułem „Incepcja” (a już myślałem że nikt nie przeskoczy „Infiltracji”… myliłem się
Wiosenne zaloty stacji telewizyjnych nabrały w pełni rumieńców (patrz bilbordy oraz roszady w ramówkach). Dostaliśmy kilka nowych seriali, milion w „Milionerach” oraz zapowiedzi telewizyjnych premier „dużych” filmów. I już teraz wiadomo, że nie będzie na czym zawiesić oka. Przesyt bełkotliwych programów oraz marnej jakości filmów i seriali nad to daje się we znaki. Dziś także przeczytałem
Tegoroczna majowa pogodynka może nie jest w różu, ale plakaty (a raczej plakaty przekonwertowane na outdoorowe koszmarki) rozgrzewają i zachęcają do obejrzenia trzech komedii. Wszystkorobiąca Lopez z tylniego profilu i kończący karierę przed jej właściwym początkiem Kutcher z durną miną – to jest to co tygryski lubią najbardziej
Russell Crowe powraca jako Hood… Robin Hood. To na pewno dobra wiadomość dla fanów aktora, zaniedbującego ostatnio wyjadacza popcornu, występując w dość nijakich i raczej mało intrygującym repertuarze. Nie zważając jednak na box-officowe zawiłości, Crowe ma silną pozycję w moim zestawieniu ulubionych aktorów. Zawdzięcza ją oczywiście swoim poczynaniom z końca XX wieku. W 1997 roku wystąpił w najlepszym kryminale nie tylko lat 90., ale i wszech czasów – „Tajemnicach Los Angeles”. Dwa lata później zagrał w „Informatorze” wraz z jedną z najlepszych orkiestr X-muzy, czyli duetem Michael Mann/Al Pacino, gdzie dał popis swojej aktorskiej wirtuozerii.
Najnowszy film Martina Scorsese potwierdza dobrą passę tego cenionego reżysera. Po wychwalanej i nagradzanej „Infiltracji” (osobiście absolutnie nie podzielam tych zachwytów – film jest przeciętny), amerykański reżyser próbuje swoich sił w thrillerze psychologicznym i – nie bójmy się użyć tego słowa – horrorze.
Najnowsze komentarze